wtorek, 22 grudnia 2015

*TOP 5* Pomadki

   Witajcie ponownie,
Dzisiaj kolejny post z serii moich ulubionych piąteczek. Na tapetę tym razem idą pomadki. Kiedyś należałam do osób, które używały tylko i wyłącznie błyszczyków, ale w miarę upływu lat bardzo się to zmieniło. Obecnie jestem typowo "szminkowa", a w swojej kolekcji nie mam prawie w ogóle błyszczyków. Ciężko było mi wybrać pięć ulubionych produktów z tej kategorii ponieważ mam ich tak dużo, że najchętniej rozszerzyłabym tą listę do przynajmniej dziesięciu pozycji. Jednakże po długich namysłach wybrałam moich pięciu ulubieńców. 
Oto i oni:


1. Giorgio Armani Lip Maestro w odcieniu 500

Giorgio Armani Lip Maestro 500

Jest to typowy pigment do ust o wykończeniu matowym. Bardzo przyjemnie pachnie, super nakłada się na usta zakończonym aplikatorem. Jest to taki miękki, lekko puszkowy aplikator. 

Giorgio Armani Lip Maestro 500

Daje nam czas na odpowiednie umalowanie ust, gdyż bardzo szybko nie zastyga. Nie tworzy mocnej i twardej struktury na ustach, dlatego też mimo matowego wykończenia w ogóle nie wysusza ust. Na dodatek trzyma się ekstremalnie długo. Przy delikatnych posiłkach w ogóle nie schodzi. 

Giorgio Armani Lip Maestro 500

Jak dla mnie produkt idealny, warty każdej złotówki. Mam w swojej kolekcji kilka kolorów, ale ten jest moim absolutnym "must have", gdyż nadaje się na każdą okazję, zarówno na wyjście jak i do pracy.


2. MAC Relentlessly Red (wykończenie Retro Matte)

Nie ma opcji, żeby zbrakło w moim zestawieniu pomadki marki MAC ;) A dlaczego? Ponieważ w swojej kolekcji mam ich najwięcej. Pomadka, o której teraz piszę ma najbardziej szaloną nazwę jaką w życiu spotkałam. Nie wiem kto ją wymyślił, ale musiał mieć ciężki dzień :D Jak szłam ją kupić powiedziałam mniej więcej coś takiego: "Proszę pomadkę, tą w odcieniu Re.... coś tam coś tam Red" :D Pani w MACu od razu wiedziała  co mi chodzi :D

MAC Relentlessly Red

Pomadka ma piękny czerwono-różowy odcień, który podkreśla białe zęby. Na moich ciemnych ustach zdecydowanie wybija się delikatna czerwień tej pomadki. Wykończenie jest Retro Matte, więc trzeba przygotować usta do jej noszenia. Ja w tym celu używam bazy Prep & Prime. 

MAC Relentlessly Red

Na moich ustach wytrzymuje bardzo długo. Jedynie tłuste potrawy są w stanie ją naruszyć. Jak dla mnie, produkt numer jeden, jeżeli chodzi o ekstra wytrzymałe i mocno matowe pomadki. 

MAC Relentlessly Red


3. Yves Saint Laurent Rouge Volupte w odcieniu 27


YSL Rouge Volupte 27

Opakowanie tej pomadki powala :) Przypomina mi małe dzieło sztuki.

YSL Rouge Volupte 27

Jest to pomadka o aksamitnej, kremowej konsystencji. Nawilża usta, a przy tym jest bardzo wytrzymała. Nie jest to produkt matowy, a mimo to na moich ustach trzyma się bez jakiejkolwiek skazy (przy delikatnym jedzeniu i piciu) nawet 5-6 godzin. Później wystarczy mała poprawka i można dalej szaleć. Bez problemu buduje się kolejne warstwy. 

YSL Rouge Volupte w odcieniu 27

Odcień na powyższym zdjęciu wypadł bardzo blado. W połączeniu z moimi ustami ten kolor wychodzi naprawę bardzo żywo, wręcz "żarówiasto". Dlatego też używam ją tylko na większe wyjścia :)


4. Giorgio Armani Rouge Sheer w odcieniu 524

Giorgio Armani Rouge Sheer 524

Lubię tą pomadkę trzymać w torebce, gdyż ma piękne, klasyczne pakowanie na magnes.

Giorgio Armani Rouge Sheer 524

Kolor 524 pochodzi z limitowanej edycji. Jest to piękny, brudny różowo-fioletowy odcień. Ma delikatne wykończenie, które pozostawia na ustach glow. Pomadka nie wysusza ust, ładnie nawilża, nie podkreśla suchych skórek i można ją poprawić bez konieczności patrzenia w lusterko.
Wiadomo, że trwałość jest zdecydowanie mniejsza niż przy poprzednich, ale właśnie dlatego jest to właśnie taki idealny dzienniak "na szybko". 

Giorgio Armani Rouge Sheer 524

5. Urban Decay Revolution w odcieniu Native

Urban Decay Revolution  Native

Pomadka, o której już pisałam dwukrotnie na moim blogu, nadal jest moim ulubieńcem wszech-czasów. 

Urban Decay Revolution  Native

Pomadka daje delikatne, satynowe, aczkolwiek w pełni kryjące wykończenie na ustach. Nie przesusza, nie podkreśla żadnych suchych skórek. Wytrzymałość jest całkiem przyzwoita, chociaż jak wiadomo nie taka sama jak w przypadku produktów matowych. Równomiernie się ściera. 

Urban Decay Revolution  Native

Kolor Native jest bardzo delikatny i na moich ustach pozostaje taki sam, gdyż całkowicie przykrywa ocień moich warg. Tą pomadkę mam zawsze ze sobą w torebce. 

I na tym koniec mojego rankingu ulubionych pomadek, bez których nie wyobrażam sobie życia :) Czy wśród nich znaleźliście swoich ulubieńców? A może macie odmienne zdanie ode mnie? Napiszcie mi o swoich ulubionych pomadkach, chętnie poczytam :)


niedziela, 13 grudnia 2015

Urban Decay - paletka Gwen Stefani

   Witajcie Kochani,
Pewnie, jak część z Was zauważyła, jestem wielką fanką cieni marki Urban Decay. Kocham ich cienie miłością ogromną, a pojedyncze są najlepsze we Wszechświecie :D Dlatego też, jak tylko pojawiły się pierwsze wzmianki o współpracy marki z Gwen, śledziłam wszystkie newsy z wypiekami na twarzy. No i w końcu doczekałam się. Jak tylko paletka ujrzała światło dzienne wiedziałam, że muszę ją mieć. Wybór kolorów okazał się strzałem w dziesiątkę i podejrzewam, że większość cienio-maniaków (do jakich zdecydowanie ja się zaliczam) jest tym doborem odcieni zachwycona :)

Urban Decay Gwen Stefani

Opakowanie paletki jest rewelacyjne. Dość ciężkie, ale nie za bardzo. Dobrze się otwiera, w środku mamy duże, dobrej jakości lusterko. Fajne jest to, że lusterko samo nie opada, tylko po ustawieniu pod odpowiednim kątem paletka ładnie nam stoi i łatwo wykonać makijaż.

Urban Decay Gwen Stefani

Cała paletka jest perfekcyjnie wykonana w każdym detalu. Nawet napis na lusterku skradł moje serce.

Urban Decay Gwen Stefani

Wybór cieni według mnie jest genialny w 99% :) Czemu tylko w 99%, a nie w 100%? Ponieważ jestem ogromną fanką zieleni i tutaj do pełni szczęścia brakuje mi jakiegoś koloru khaki. Ale poza tym, uważam, że to jest najlepsza, pod względem odcieni, oprócz Naked, paletka tejże marki. Fajne jest też to, że 12 cieni jest zupełnie nowych, tylko 3 są cieniami z regularnej kolekcji. Mamy tutaj dużo neutralnych odcieni i sporo matów, co jest naprawdę ekstra, bo łatwo można zbudować dużo wariacji makijażu dziennego. Poza tym te kilka akcentów kolorowych w postaci cieni Harajuku, Danger czy 1987 umożliwią nam również zrobienie szalonego makijażu na imprezę czy inne wyjście. 

Urban Decay Gwen Stefani

Paletka ma 15 cieni, które mają gramaturę 21 g, czyli każdy cień ma 1,4 g, co oznacza, że każdy z nich ma prawie tyle gramów, ile pełnowymiarowy cień (pełnowymiarowy cień, którego cena to 85 zł ma 1,5 g). Patrząc na powyższe uważam, że cena tejże paletki jest naprawdę bardzo okazyjna.

Urban Decay Gwen Stefani

Jakie są moje odczucia odnośnie samych cieni? Bardzo pozytywne. Uważam, że jakość cieni jest na bardzo wysokim poziomie. Urban Decay zrobiło tutaj kawał dobrej roboty, gdyż cienie naprawdę osypuj się mniej, niż w dotychczasowych paletach. Pigmentacja powala, po prostu nic dodać, nic ująć. Cienie rewelacyjnie się blendują, pięknie przenoszą na powiekę. Powiem tak, po ostatniej wpadce z paletką Smoky, marka zdecydowanie poszybowała z jakością w górę. Poniżej prezentacja cieni po jednorazowym przejechaniu palcem, bez żadnej bazy.

Urban Decay Gwen Stefani

Jak widać, nawet matowe cienie (no, może poza Anaheim, który jest lekko "tępy") mają rewelacyjną pigmentację. A Blackout to jest w ogóle najczarniejszy z czarnych cieni w mojej kolekcji :) 

Małą, jakże przyjemną niespodzianką przy zakupie jest fakt, że z paletką dostajemy próbki czterech pomadek, które w przyszłym roku będą dostępne w sprzedaży i które również będą sygnowane nazwiskiem Gwen Stefani.



Jeżeli więc ktoś jeszcze zastanawia się nad prezentem, to paletkę Gwen mogę polecić z czystym sumieniem każdej makijażowej fance :)
A czy Wy już macie tą paletkę w swojej kolekcji? Czy może tym razem nie planujecie jej zakupu?
Pozdrawiam Was wszystkich gorąco i życzę udanego polowania na prezenty dla najbliższych :)

sobota, 28 listopada 2015

*TOP 5* Paletki cieni

Witajcie Kochani,
Ostatnio w Vlogosferze pojawiło się wiele filmików z gatunku „Moja ulubiona piątka”. Bardzo polubiłam tego typu filmiki, gdyż nie prawią cały czas o nowościach, a o najlepszych produktach w swoich kategoriach. Tego typu filmy uważam, że są bardzo pomocne, gdy faktycznie chcemy wybrać te najlepsze z najlepszych, a gdy na dodatek mamy podobne upodobania czy podobną cerę, karnację itp. jak osoba przedstawiająca swoje ulubione produkty, to już w ogóle możemy być pewni, że u nas też się to sprawdzi. Nie kupujemy wówczas produktów w ciemno, a faktycznie z rozwagą wybieramy coś, co z pewnością okaże się strzałem w dziesiątkę.
W taki oto sposób narodził się pomysł, aby samemu zrobić serię o moich ulubionych produktach w różnych kategoriach. Nie jestem pewna jeszcze ile dokładnie takich postów się pojawi, ale z pewnością trochę ich będzie, gdyż nie chciałabym pominąć żadnej kategorii.
Na pierwszy plan pójdą paletki cieni. Jest to z pewnością jedna z moich ulubionych kategorii makijażowych. Kocham cienie ponad wszystko i muszę przyznać, że moja kolekcja jest naprawdę pokaźna. W następnej kolejności zajmę się również cieniami, ale już pojedynczymi, gdyż one też zdecydowanie zasługują na to, aby wybrać z nich moich najlepszych pewników. Ale wracajmy do paletek. W swojej kolekcji posiadam (lub posiadałam) m.in. palety następujących marek: ABH, Bobbi Brown, MAC, Makeup Geek, Chanel, Giorgio Armani, Marc Jacobs, Urban Decay, Too Faced, Smashbox, MUFE, MUA, Makeup Revolution, Zoeva, Dior, Bourjois, L’oreal, Maybelline, Avon, NARS, Benefit, Lancome, (zupełnie przypadkowa kolejność). Wśród nich właśnie wybrałam moje TOP 5. Oczywiście są to paletki, które używam długo. Nie uwzględniłam tutaj moich najnowszych zdobyczy, gdyż uważam, że paletka musi być co najmniej ze mną kilka miesięcy, aby stać się ulubionym i pewnym produktem.
Kryteria, którymi się posługiwałam wybierając tą właśnie piąteczkę to:
  1. Opakowanie. Jest to dla mnie ważny aspekt, ponieważ często podróżuję i nie chcę cały czas się martwić czy po wyjęciu z walizki będę miała wszystko na swoim miejscu.
  2. Zapach. Pewnie większość z Was uzna to za dziwne, ale jestem bardzo przeczulona na punkcie zapachu i jeżeli jakikolwiek produkt pachnie według mnie źle, to niestety, ale ma u mnie wielkiego minusa.
  3. Kolory. Zestaw kolorów w palecie jest bardzo ważnym aspektem, ponieważ co mi z paletki, w której będą tylko 2-3 kolory które będę używała. W taki sposób musiałabym codziennie sięgać do kilku palet, zamiast do jeden czy dwóch.
  4. Pigmentacja. Oj tak, bez porządnej pigmentacji nanoszenie produktu na oczko może być po prostu udręką.
  5. Blendowanie. Łatwość rozcierania i ładnego łączenia się kolorów to zdecydowanie jeden z aspektów, który też powoduje, że albo będziemy się malować z przyjemnością albo zupełnie odwrotnie.
  6. Trwałość. Zazwyczaj stosuję bazę pod cienie, ale zdarza mi się czasami w ferworze walki o niej zapomnieć, więc muszę mieć pewność, że i bez niej mój makijaż wytrzyma długo, naprawdę długo. Mój dzień zazwyczaj zaczyna się o 5-6 rano, a kończy koło 22-23. Więc od makijażu oczekuję, że wytrzyma w idealnym stanie co najmniej 16 godzin. Jest to dla mnie niezbędne minimum.
  7. No i taki dodatkowy element, który ciężko jest rozsądnie nazwać. Jest to po prostu to coś, co paletka musi mieć, abym chętnie do niej sięgała ;)
Dobra, więc nie przynudzając już dalej przechodzimy do mojej ulubione piąteczki:
Urban Decay Naked
Urban Decay Naked

Jak dla mnie klasyka. Cienie z UD są moimi ulubionymi od momentu kiedy po raz pierwszy wpadły w moje ręce, a było to parę lat temu. Paletka Naked ze wszystkich z tej serii, ze względu na bardziej ciepłe tony, skradła moje serce. Jest to najstarsza paletka z tej piątki i dlatego jest przeze mnie najbardziej wymęczona. Nie będę się o niej za dużo rozwodzić, ponieważ wszystkim jest już pewnie dobrze znana. Jest to mój absolutny hit, na tyle, że jak tylko mi się skończą cienie w tej paletce, to pokuszę się o ponowny zakup :) Trwałość, pigmentacja, wybór kolorów i cała reszta są bez zarzutów. Mój hit numer 1!
Urban Decay Naked


Makeup Geek Vegas Lights
Makeup Geek Vegas Lights

Jest to paleta, którą kocham szalenie, zresztą jak wszystkie cienie Makeup Geek. Odkąd po raz pierwszy miałam z nimi styczność wiedziałam, że staną się moimi ulubionymi. Paletka ta ma rewelacyjne opakowanie, tekturowe, zamykane na magnes, z ładnym lusterkiem. Cienie, zawarte w niej, są jakościowo po prostu rewelacyjne. Pigmentacją powalają! Żadne inne cienie w mojej kolekcji nie mają takiej pigmentacji, a przy tym świetnie się blendują, wytrzymują aż do zmycia makijażu, nie rolują się na powiece, nie osypują. Cienie idealne :)
Makeup Geek Vegas Lights


Urban Decay Naked Basics
Urban Decay Naked Basics
Kolejna pozycja marki UD, bez której nie wyobrażam sobie życia. Mała, praktyczna paletka, którą wszędzie można wrzucić, wszędzie się zmieści, jest trwała i mimo, iż kilka razy wylądowała na ziemi nic a nic się z nią nie stało. Nie jest to paletka, którą poszalejemy. Są tam tylko podstawowe cienie, więc jeżeli chcemy stworzyć bardziej kolorowy look, to trzeba się zaopatrzyć dodatkowo o jeszcze jakieś inne cienie. Pigmentacja, trwałośc, łatwość w blendowaniu – wszystko na plus. Niewątpliwym jej atutem jest to, iż nie ma w niej żadnych cieni z brokatem czy mocno błyszczących, więc dla wielbicielek naturalnych oczków jest to idealne rozwiązanie. Ja tą paletkę biorę zawsze ze sobą na wszelkie wyjazdy i wiem, że nigdy mnie nie zawiedzie.
Urban Decay Naked Basics


MUFE Artist Shadows 1
MUFE Artist Shadows 1
Najnowszy nabytek z tej piątki. Dziewięć cieni w stylu zbliżonym do paletek Naked i Naked 2, przynajmniej jeżeli chodzi o kolorystykę. Opakowanie fajne, wygodne, z lusterkiem. Minusem jest fakt, że się brudzi, ale to tak bardzo, że nawet płyn do demakijażu nie jest w stanie poradzić sobie z wyczyszczeniem jej co czysta. Jednakże najważniejsze jest to co jest w środku. A tam dziewięć bosko napigmentowanych cieni, których jakość powala. Tak naprawdę jeżeli chodzi o jakość, to po prostu nie ma się do czego przyczepić.
MUFE Artist Shadows 1



Dior 046 Golden Reflections
Dior 046 Golden Reflections

Paletka, o której już pisałam i o dziwo wcale nie najlepiej. Możecie te kilka zdań przeczytać tutaj. Faktem jest, że oceniłam tą paletkę na dwójkę wcale nie spowodował, że trafiła ona na dno mojego kuferka. Wraz z bazą potrafiłam wyczarować z tą paletką przecudne makijaże i nie potrafiłam o niej zapomnieć ani na chwilę. Regularnie do niej wracam i kocham ją. Tak po prostu, bezwarunkową miłością :) To chyba przez tą kolorystykę.
Dior 046 Golden Reflections

I tak właśnie przedstawia się moja ulubiona piąteczka palet. Czy jest wśród nich Wasza ulubiona?

poniedziałek, 23 listopada 2015

Bobbi Brown Pink Shimmer Brick

   Witajcie Kochani,
Dzisiaj postanowiłam przedstawić Wam jeden z moich ulubionych produktów marki Bobbi Brown. Mowa oczywiście o rozświetlaczu Shimmer Brick. Tym razem z limitowanej kolekcji w kolorze Pink. 

Bobbi Brown Pink Shimmer Brick

Ostatnio pisałam o roświetlaczu Bobbi z zeszłorocznej limitki, który zawładnął moim sercem (jakbyści mieli ochotę przeczytać co o niej sądzę, to zapraszam tutaj) w zupełnie innym odcieniu. Tym razem odcień zdecydowanie bardziej pasuje do okresu świątecznego, niż poprzednio.
Opakowanie jest piękne, schludne, klasyczne, ładnie zdobione. Czuć klasę samą w sobie.

Bobbi Brown Pink Shimmer Brick

To co jednak jest w środku zachwyca jeszcze bardziej. Piękna mozaika pięciu róży, które razem tworzą zachwycający efekt. Na moim policzku mienią się piękną taflą delikatnego rozświetlenia. 

Bobbi Brown Pink Shimmer Brick

Produkt jest idealny pod każdym względem. Pięknie nanosi się pędzel i równie ładnie na kości jarzmowe dając subtelne rozświetlenie z delikatną, różową poświatą. U mnie na policzkach wytrzymuje cały dzień, od wczesnych godzin porannych, aż do późnej nocy, do momentu zmycia makijażu.

Bobbi Brown Pink Shimmer Brick

Ogólnie nie mam żadnych zastrzeżeń do tego rozświetlacza i polecam go każdemu bez mrugnięcia okiem, pod warunkiem, że lubi taki odcień rozświetlenia.
Jak dla mnie jedyna słuszna ocena to 5/5.

Podoba się Wam ten rozświetlacz czy  jednak macie swoich, zupełnie innych, faworytów z tej kategorii?


wtorek, 17 listopada 2015

Czekoladkowe rarytaski z Too Faced

   Witajcie ponownie,
Tak jak pisałam ostatnio postanowiłam w najbliższym okresie przedstawić Wam kilka produktów marki Too Faced, która szturmem weszła na nasz rynek. Tym razem czas na paletkę, którą mam już w swoich zbiorach od paru miesięcy. Mowa o paletce Chocolate Bar.

Too Faced Chocolate Bar

Opakowanie tej paletki przypomina mi opakowanie sławetnej Naked 2. Tak samo jest metalowe i podobnie się zamyka. Jak dla mnie jest to na duży plus, ponieważ przy moich częstych wyjazdach jestem pewna, że moje cienie nie ulegną żadnemu wypadkowi podczas podróży.
W środku znajduje się małe lusterko. Osobiście wolę lusterka na całą długość paletki, ale trudno, jestem w stanie przeżyć to, gdyż w podróż zabieram i tak lusterko Zoeva.
Jeżeli chodzi o same cienie, to w paletce mamy ich 16, czyli całkiem dużo. Mega plus dla marki za to, że dwa cienie, które w paletkach zużywam najczęściej są o wiele większe od pozostałych. Naprawdę uważam, że każda firma powinna brać przykład z tego pomysłu. U mnie osobiście we wszystkich paletkach jako pierwszy kończy się jasny, matowy cień (dla przykładu w paletce Naked 2 cień Foxy skończyłam jakieś pół roku temu, gdy tymczasem pozostałe mam jeszcze w tak dobrym stanie, że nie dotknęłam dna), więc rozwiązanie zastosowane w czekoladkach jest po prostu REWELACYJNE! :)

Too Faced Chocolate Bar

Sam dobór kolorów w tej palecie uważam za genialny, ponieważ znajdują się w niej zarówno podstawowe matowe i satynowe cienie do stworzenia dziennego makijażu, jak i cienie znaczenie ciemniejsze. Ilość brązów powinna zadowolić każdą fankę makijażu naturalnego, jak i mocniejszego. Dużym atutem tejże paletki są też inne kolory, takie jak khaki, żurawinowy, burgundowy czy niebieski z filetową perłą. W palecie tej znajdują się wszystkie moje ulubione odcienie i można wręcz rzec, że nic innego do szczęścia w paletce mi nie trzeba. 

Too Faced Chocolate Bar

Krótko podsumowując byłaby to idealna i moja ulubiona paletka z cieniami do powiek w mojej całej wielkiej kolekcji, gdyby nie jeden zasadniczy fakt, a może nawet i dwa. Pierwszy problem, jaki mam z tą paletką to zapach. Pewnie dla większości z Was będzie to plus, jednak dla mnie jest to duży minus. Otóż, zaraz po otwarciu wydobywa się z niej intensywny kakaowy zapach. Oglądając vlogi innych dziewczyn wiem, że były zachwycone tym zapachem. Niestety ja nie mogę go ścierpieć, więc jak nakładam cienie trzymam paletkę raczej daleko od mojego nosa ;)


Too Faced Chocolate Bar

Drugim, niewątpliwie dużym zarzutem jaki mam wobec tych cieni, to fakt, że niektóre kolory ciężko się transferuje na pędzlu na powiekę, a samo rozcieranie nie jest wcale takie łatwe. Niektóre kolory wymagają naprawdę dużej pracy, aby osiągnąć wymarzony, ładnie rozblędowany efekt. O wiele lepiej sobie z tym radzą tańsze cienie np. marki Zoeva czy Makeup Geek. Dlatego też aby utrzymać ładny efekt na powiece przez cały dzień bez bazy się nie obejdzie. 

Ogólnie uważam, że jest to całkiem udana paleta, świetnie przemyślana i gdyby nie ten mały minus związany z średnią pigmentacją byłaby to najlepsza paletka z moimi ulubionymi kolorami, po którą sięgałabym codziennie.
Zatem moja ocena to 4/5.

A czy Wy macie jakieś produkty tej marki, które możecie polecić? Czekam na Wasze propozycje. Pozdrawiam gorąco! :)


niedziela, 15 listopada 2015

TOO FACED Melted Liquified Long Wear Lipstick

   Witam Kochani,
Od tak dawna nie pisałam, że mam w planach pokazać Wam mnóstwo nowych cudeniek, które zawitały do moich zbiorów makijażowych. Postanowiłam jednak przedstawić Wam coś z nowej marki w naszym kraju, która ostatnio szturmem zawitała do perfumerii Sephora, a mianowicie Too Faced. Jak tylko dowiedziałam się, że marka zawitała na stałe do PL, podreptałam od razu do Sephory i zakupiłam kilka ciekawych produktów, w tym to co tygryski lubią najbardziej, czyli kilka produktów do ust :)
Dzisiaj przedstawię Wam pomadkę z serii Melted Liquified Long Wear Lipstick. 

TOO FACED Melted Liquified Long Wear Lipstick 
odcień: FIG

TOO FACED Melted Liquified Long Wear Lipstick 
odcień: FIG

Jest to produkt kremowy, ani nie matowy, ani nie zbyt błyszczący. Po prostu  na ustach daje idealny na dzień, nienachalny kolor. Moja pomadka jest w odcieniu FIG. Jest to delikatny, jesienny odcień jasnej śliwki. Samo rozprowadzanie produktu na ustach jest dziecinnie proste dzięki super końcówce, która ułatwia nawet szybkie poprawki w ciągu dnia.

TOO FACED Melted Liquified Long Wear Lipstick 
odcień: FIG

Produkt w ogóle nie wysusza ust, co jest dla mnie bardzo ważne, gdyż mam zazwyczaj wysuszone usta. Dzięki temu nie podkreśla żadnych wad, żadnych suchych skórek. Pomadkę można wielokrotnie nakładać warstwa na warstwę nie powodując przesuszenia, ani jakiś brzydkich "przypadków" na ustach.

TOO FACED Melted Liquified Long Wear Lipstick 
odcień: FIG

Tak naprawdę można powiedzieć, że jest to produkt idealny dla suchych ust. Moim zdaniem Melted Liquified Long Wear Lipstick marki Too Faced jest rewelacyjnym produktem zarówno na dzień, jak i na wieczorne wyjścia. Jednakże dziwi mnie w nazwie stwierdzenie, że jest to produkt "Long Wear", ponieważ według mnie zdecydowanie nie wytrzymuje na ustach tyle ile inne produkty z takiej kategorii. Moim zdaniem nie jest to produkt długodystansowy, ponieważ nie wytrzymuje na ustach dłużej niż 2-3 godziny. A wszelakie spotkania z jedzeniem kończą się tym, że na ustach nie pozostaje prawie nic poza delikatną poświatą koloru.

TOO FACED Melted Liquified Long Wear Lipstick 
odcień: FIG

Werdykt więc może być jeden: Jeżeli nie lubicie produktów przesuszających usta i nie zależy Wam na produktach długotrwałych, to jest to strzał w dziesiątkę. W innym przypadku polecam poszukać innych produktów dostępnych na rynku.
Ogólna ocena to 4/5.


piątek, 13 listopada 2015

I'm back :)

Dużo czasu minęło od mojej ostatniej bytności na blogu… Za dużo… 
W pewnym momencie mojego życia powzięłam kilka poważnych decyzji, które spowodowały wiele zmian w moim życiu. Zmiany te, w swoich skutkach były pozytywnie, ale kosztowały mnie dużo energii i wyrzeczeń. Efektem tego nawału emocji i wydarzeń była przerwa w blogowaniu. Teraz, kiedy co nieco się uspokoiło, powracam do Was pełna sił i energii :) W sumie to błędem jest stwierdzenie, że się uspokoiło, bo właśnie urządzam mieszkanie (po drugiej przeprowadzce w tym roku), szykuję się do własnego ślubu itp. Jednakże jestem gotowa pełną parą wrócić do tego co kocham i co sprawia mi mega przyjemność :) 

Mam nadzieję, że z chęcią wrócicie do mnie i z przyjemnością będziecie czytać kolejne wpisy. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i życzę udanego piątku (mimo, iż jest to 13-sty). Buziaki! 

niedziela, 8 marca 2015

Paletki Zoeva

   Witajcie Kochani,
Dzisiaj chciałam pokazać Wam dwie paletki cieni firmy Zoeva, które skradły moje serce. 

Zoeva Mixed Metals

Paletka kupiona przeze mnie na stronie Minti Shop w cenie 71,90 zł.  Kolory bardzo mi się spodobały, są takie totalnie moje, więc ta paletka musiała się znaleźć w mojej kolekcji. 



Paletka jest kartonowa i zamyka się na magnes. Mimo to jest bardzo trwała i wygodna w użyciu. Cienie są bardzo dobrej jakości. Naprawdę, najbardziej zaskoczyła mnie rewelacyjna pigmentacja i łatwość blendowania. Nie spodziewałam się, że będą to tak wysokiej jakości cienie. Trzymają się bez bazy cały dzień, nie znikają, nie wałkują się. 


Poniżej widać swatche po jednokrotnym przejechaniu palcem i bez użycia bazy.




Drugą paletką którą zamówiłam z tej samej strony, to 

Zoeva Naturally Yours

Kolorami paletka trochę przypomina znane wszystkich paletki UD z serii Naked. Wprawdzie mam takich naturalnych paletek już sporo w swojej kolekcji, ale uległam :)



Paletka, podobnie jak pozostałe tej firmy ma 10 cieni niesamowitej jakości. Pigmentacja powala już przy pierwszym użyciu. Blendowanie jest dziecinnie proste, a przy tym cienie się nie osypują, a kolory nie znikają. 


Poniżej widać swatche po jednokrotnym przejechaniu palcem i bez użycia bazy.


Jak widać cienie wyglądają tak samo jak w opakowaniu. Jest to idealna paletka dla dziewczyn, które nie lubią szaleństw w makijażu i cenią klasyczne odcienie cieni. 

Ogólna ocena obu palet: 5/5.

Jakby ktoś jeszcze miał jakiekolwiek wątpliwości, to stwierdzam z czystym sumieniem, że naprawdę warto! Są to jedne z najlepszych paletek w mojej kolekcji. Na dodatek cena też nie jest zaporowa, wręcz przeciwnie. Naprawdę polecam każdemu :) Jak wiem jedno, niedługo się pokuszę o kolejne :)