niedziela, 26 czerwca 2016

NABLA Cosmetics po raz pierwszy

Jako zapalona testerka wszelakich nowinek kosmetycznych nie mogłam nie spróbować kilka produktów nowej marki kosmetycznej, jaką jest Nabla. U nas produkty tej firmy pojawiły się w sklepach internetowych dość niedawno. Stacjonarnie nigdzie jeszcze, o ile mi dobrze wiadomo, nie można dostać ich produktów. Mnie zaciekawiła Nabla szczególnie dlatego, że twórcą tej marki jest dość znany youtuber MrDanielMakeup. Podziwiam takich ludzi jak Marlena (znana jako MakeupGeek), którzy stworzyli coś swojego i naprawdę rewelacyjnego. Dlatego też tutaj byłam bardzo ciekawa czy i Nabla mnie pozytywnie zaskoczy.
Nabla Cosmetics - cienie Duochrome

Na pierwszy ogień poszła kredka do oczu. Okazała się ona strzałem w 10. Jest mięciutka, pięknie się rozprowadza na linii wodnej i zostaje na niej naprawdę długo. Dłużej niż Urban Decay. Dla mnie ta kredka to absolutny hit, a na dodatek cena też nie dobija portfela. Zachwycona pierwszym spotkaniem z marką postanowiłam zainwestować w cienie. Oczywiście niestandardowo zaczęłam od duochromów, gdyż tych w swojej kolekcji jeszcze nie mam dużo. Moje ulubione są z Makeup Geek (są booooskie). I tutaj liczyłam na to, że Nabla będzie konkurencją dla MUG, jednak okazało się, że nie.
Od lewej: Zoe, Madreperla, Pegasus

Omówmy zatem te trzy perełki, które posiadam. Są to kolory: Zoe, Pegasus oraz Madreperla. Cienie przypominają standardowe wkłady z MACa, ale tylko kształtem. Po wyjęciu z opakowania ukazuje nam się niespodzianka. Otóż cienie Nabla są dużo większe, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło.
Od lewej: cień Nabla, cień MAC

Cienie we wkładzie same w sobie prezentują się średnio, jak to duochromy. Dopiero cała ich magia odkrywa się gdy je nałożymy na powiekę i będziemy patrzeć pod różnym kontem.
U góry: Pegasus
Od lewej: Madreperla, Zoe

Kolor Zoe to taki sredbrno- zielonkawy cień. Na ciemniejszej bazie jest bardzo intensywnie zielony. Kolor Madreperla to zdecydowanie taki różowo- srebrny odcień. Natomiast Pegasus to przedziwny piękny złoto- fioletowy kolor. Jest to zdecydowanie mój faworyt.
Od lewej: Madreperla, Pegasus, Zoe


Od lewej: Madreperla, Pegasus, Zoe

Cienie mają fajną konsystencję, nie pylą się za bardzo. Jednak przenoszone pędzelkiem trochę gubią kolor, więc najlepiej pracować nimi palcami. Trwałość bez bazy jest dobra, ale też nie rewelacyjna. Dla przykładu, jak na bazę z Lime Crime nałożę cień (tez duochrom) z MUG, wówczas od 6 rano do 22 mam go na powiece w niezmienionej postaci, a pod różnym kątem nadal widać, że jest to duochrom. Tymczasem tutaj, już w połowie dnia widzę, że cień jest jakby mniej intensywny niż zaraz po nałożeniu (również na tą samą bazę). Poza tym, mam też wrażenie, że ten duochrome gdzieś jakby się lekko gubił i zostaje tylko jeden, dominujący kolor. Ogólnie uważam, że cienie są dobre, ale nie na tyle, żeby w jeden wkład inwestować 26,90 zł. Osobiście wolę już dołożyć i kupić cienie MUG, które powalają Nablę pod każdym względem.

Mieliście styczność z marką Nabla? Jeśli tak, to napiszcie mi co o niej sądzicie.

sobota, 25 czerwca 2016

Becca Shimmering Skin Perfector Pressed Champagne Pop

   Rozświetlacze marki Becca towarzyszą mi odkąd zaczęłam interesować się makijażem i regularnie oglądać filmy na youtubie w tej tematyce. Nie ma zresztą chyba na tej planecie miłośnika makijażu, który by nie słyszał o rozświetlaczach marki Becca. Ja długo się opierałam przed zakupem, ponieważ nigdzie stacjonarnie nie byłam w stanie ich obejrzeć. Ale odkąd i mnie dopadł trend na rozświetloną skórę, wiedziałam że nie obejdę się bez tego cuda. No i stało się. Korzystając z okazji, że Jacklyn Hill wypuściła odcień, który najbardziej przypadł mi do gustu, czyli Champagne Pop, zakupiłam ten mały obiekt pożądania.
Becca Shimmering Skin Perfector Pressed Champagne Pop

Samo opakowanie jest standardowe, jak na tą markę. Mi się bardzo podoba, bo z jednej strony jest takie nowoczesne, nieco nierealne (jak statek kosmiczny ;)), a zarazem bardzo wytrzymałe i stabilne.
Becca Shimmering Skin Perfector Pressed Champagne Pop

W środku mamy lusterko, którego akurat praktycznie nie używam. Jak dla mnie jest za małe na robienie przy nim makijażu. Ale nie jest to dla mnie problem, gdyż nie dla lusterka kupiłam ten rozświetlacz.
Becca Shimmering Skin Perfector Pressed Champagne Pop

W swojej kolekcji mam sporą ilość rozświetlaczy, więc na początku bałam się zawodu, ale na szczęście się nie rozczarowałam. Champagne Pop jest przepiękny, efekt jaki daje na buzi jest po prostu magiczny. Jest to piękna tafla, nie jakiś tani brokatowy błysk. Jest to po prostu totalnie efekt WOW! Czyli to czego szukałam. Utrzymuje się na moje kości jarzmowej cały, długi dzień bez jakichkolwiek poprawek.
Becca Shimmering Skin Perfector Pressed Champagne Pop

Becca Champagne Pop


Champagne Pop marki Becca jest produktem niesamowitym i nie dziwię się, że jest wychwalany przez wszystkie youtuberki. Mam w swojej kolekcji kilka rozświetlaczy, ale każdy z nich wypada blado w porównaniu z rozświetlaczem marki Becca. Nawet sławna Mary Lou wypada blado przy takiej konkurencji.

Od lewej: Becca Champagne Pop, 
the Balm Mary Lou Manizer


Od lewej: Becca Champagne Pop, 
the Balm Mary Lou Manizer

Jeżeli zatem szukacie efektu, który będzie bił po oczach, to zdecydowanie polecam Beccę. Jedyne tylko co weźcie pod uwagę przed zakupem, to fakt, że odcień od Jacklyn nie jest przeznaczony dla bladziochów. Jeżeli więc jesteś w MACu pomiędzy NC20 a NC25 (albo i więcej), to śmiało możesz uderzać w ten produkt. Jeśli jednak używasz NC15, to zdecydowanie odradzam ten odcień, gdyż będzie zbyt ciemny.

Macie jakieś produkty marki Becca godne polecenia?

środa, 15 czerwca 2016

SENSAI Silky Highlighting Powder

   Witajcie kochani,
Ostatnio i mnie dopadł szał rozświetlenia :) Właśnie to, czego w okresie letnim najbardziej pragnę, to rozświetlenie. W moich zbiorach jest kilka fajnych rozświetlaczy, które mogę polecić, ale długo brakowało w nich bardzo subtelnego produktu, który mogłabym nosić do pracy, byłby jasny i dawał nienachalny efekt. I tak właśnie szukając swojego ideału w tej kategorii, trafiłam na SENSAI Silky Highlighting Powder.

SENSAI Silky Highlighting Powder

Bardzo mało znalazłam o nim na innych blogach, więc postanowiłam go Wam przybliżyć. Opakowanie ma piękne, takie szlachetne, a jednocześnie delikatne. Bardzo niespotykane, a jednak kuszące nasz wzrok. 

SENSAI Silky Highlighting Powder

W środku znajduje się mały pędzelek, którym idealnie nałożymy rozświetlacz na kości policzkowe i inne partie twarzy. Zazwyczaj nie przepadam za pędzelkami dołączanymi do kosmetyków, a tutaj wyjątkowa niespodzianka. Ten pędzelek jest po prostu idealny.

SENSAI Silky Highlighting Powder

Pod spodem naszym oczom ukazuje się pięknie wygrawerowany rozświetlacz. Kolor jest idealny dla bladziochów, gdyż jest bardzo jasny, delikatnie ciepły, ale bez żadnych pomarańczowych czy widocznych żółtych tonów. Moim zdaniem jest to bardzo neutralny kolor, a więc sprawdzi się u każdego. 

SENSAI Silky Highlighting Powder

Dużym plusem jest to, że nie posiada żadnych drobinek. Połysk jest bardzo nienachalny, delikatny. Otrzymujemy po prostu zdrowe glow :) Rozświetlacz trzyma się na twarzy cały, długi dzień, więc nie ma obaw, że w połowie dnia będziemy go szukać na twarzy. 

SENSAI Silky Highlighting Powder

Zdecydowanie nie polecam tego rozświetlacza fankom mega rozświetlenia w stylu produktów marki Becca, gdyż będą rozczarowane. Ja osobiście uwielbiam mocne glow w stylu Mary Lou Manizer na moich kościach policzkowych, ale do pracy nie stosuję takiego mocnego efektu. Dlatego też tutaj sprawdza mi się idealnie ten właśnie produkt marki Sensai.

SENSAI Silky Highlighting Powder

SENSAI Silky Highlighting Powder

A Wy macie jakieś swoje typy wśród rozświetlaczy, które dają delikatny efekt i nadają się do bardzo bladej karnacji? Jeśli tak, to koniecznie napiszcie.