wtorek, 22 grudnia 2015

*TOP 5* Pomadki

   Witajcie ponownie,
Dzisiaj kolejny post z serii moich ulubionych piąteczek. Na tapetę tym razem idą pomadki. Kiedyś należałam do osób, które używały tylko i wyłącznie błyszczyków, ale w miarę upływu lat bardzo się to zmieniło. Obecnie jestem typowo "szminkowa", a w swojej kolekcji nie mam prawie w ogóle błyszczyków. Ciężko było mi wybrać pięć ulubionych produktów z tej kategorii ponieważ mam ich tak dużo, że najchętniej rozszerzyłabym tą listę do przynajmniej dziesięciu pozycji. Jednakże po długich namysłach wybrałam moich pięciu ulubieńców. 
Oto i oni:


1. Giorgio Armani Lip Maestro w odcieniu 500

Giorgio Armani Lip Maestro 500

Jest to typowy pigment do ust o wykończeniu matowym. Bardzo przyjemnie pachnie, super nakłada się na usta zakończonym aplikatorem. Jest to taki miękki, lekko puszkowy aplikator. 

Giorgio Armani Lip Maestro 500

Daje nam czas na odpowiednie umalowanie ust, gdyż bardzo szybko nie zastyga. Nie tworzy mocnej i twardej struktury na ustach, dlatego też mimo matowego wykończenia w ogóle nie wysusza ust. Na dodatek trzyma się ekstremalnie długo. Przy delikatnych posiłkach w ogóle nie schodzi. 

Giorgio Armani Lip Maestro 500

Jak dla mnie produkt idealny, warty każdej złotówki. Mam w swojej kolekcji kilka kolorów, ale ten jest moim absolutnym "must have", gdyż nadaje się na każdą okazję, zarówno na wyjście jak i do pracy.


2. MAC Relentlessly Red (wykończenie Retro Matte)

Nie ma opcji, żeby zbrakło w moim zestawieniu pomadki marki MAC ;) A dlaczego? Ponieważ w swojej kolekcji mam ich najwięcej. Pomadka, o której teraz piszę ma najbardziej szaloną nazwę jaką w życiu spotkałam. Nie wiem kto ją wymyślił, ale musiał mieć ciężki dzień :D Jak szłam ją kupić powiedziałam mniej więcej coś takiego: "Proszę pomadkę, tą w odcieniu Re.... coś tam coś tam Red" :D Pani w MACu od razu wiedziała  co mi chodzi :D

MAC Relentlessly Red

Pomadka ma piękny czerwono-różowy odcień, który podkreśla białe zęby. Na moich ciemnych ustach zdecydowanie wybija się delikatna czerwień tej pomadki. Wykończenie jest Retro Matte, więc trzeba przygotować usta do jej noszenia. Ja w tym celu używam bazy Prep & Prime. 

MAC Relentlessly Red

Na moich ustach wytrzymuje bardzo długo. Jedynie tłuste potrawy są w stanie ją naruszyć. Jak dla mnie, produkt numer jeden, jeżeli chodzi o ekstra wytrzymałe i mocno matowe pomadki. 

MAC Relentlessly Red


3. Yves Saint Laurent Rouge Volupte w odcieniu 27


YSL Rouge Volupte 27

Opakowanie tej pomadki powala :) Przypomina mi małe dzieło sztuki.

YSL Rouge Volupte 27

Jest to pomadka o aksamitnej, kremowej konsystencji. Nawilża usta, a przy tym jest bardzo wytrzymała. Nie jest to produkt matowy, a mimo to na moich ustach trzyma się bez jakiejkolwiek skazy (przy delikatnym jedzeniu i piciu) nawet 5-6 godzin. Później wystarczy mała poprawka i można dalej szaleć. Bez problemu buduje się kolejne warstwy. 

YSL Rouge Volupte w odcieniu 27

Odcień na powyższym zdjęciu wypadł bardzo blado. W połączeniu z moimi ustami ten kolor wychodzi naprawę bardzo żywo, wręcz "żarówiasto". Dlatego też używam ją tylko na większe wyjścia :)


4. Giorgio Armani Rouge Sheer w odcieniu 524

Giorgio Armani Rouge Sheer 524

Lubię tą pomadkę trzymać w torebce, gdyż ma piękne, klasyczne pakowanie na magnes.

Giorgio Armani Rouge Sheer 524

Kolor 524 pochodzi z limitowanej edycji. Jest to piękny, brudny różowo-fioletowy odcień. Ma delikatne wykończenie, które pozostawia na ustach glow. Pomadka nie wysusza ust, ładnie nawilża, nie podkreśla suchych skórek i można ją poprawić bez konieczności patrzenia w lusterko.
Wiadomo, że trwałość jest zdecydowanie mniejsza niż przy poprzednich, ale właśnie dlatego jest to właśnie taki idealny dzienniak "na szybko". 

Giorgio Armani Rouge Sheer 524

5. Urban Decay Revolution w odcieniu Native

Urban Decay Revolution  Native

Pomadka, o której już pisałam dwukrotnie na moim blogu, nadal jest moim ulubieńcem wszech-czasów. 

Urban Decay Revolution  Native

Pomadka daje delikatne, satynowe, aczkolwiek w pełni kryjące wykończenie na ustach. Nie przesusza, nie podkreśla żadnych suchych skórek. Wytrzymałość jest całkiem przyzwoita, chociaż jak wiadomo nie taka sama jak w przypadku produktów matowych. Równomiernie się ściera. 

Urban Decay Revolution  Native

Kolor Native jest bardzo delikatny i na moich ustach pozostaje taki sam, gdyż całkowicie przykrywa ocień moich warg. Tą pomadkę mam zawsze ze sobą w torebce. 

I na tym koniec mojego rankingu ulubionych pomadek, bez których nie wyobrażam sobie życia :) Czy wśród nich znaleźliście swoich ulubieńców? A może macie odmienne zdanie ode mnie? Napiszcie mi o swoich ulubionych pomadkach, chętnie poczytam :)


niedziela, 13 grudnia 2015

Urban Decay - paletka Gwen Stefani

   Witajcie Kochani,
Pewnie, jak część z Was zauważyła, jestem wielką fanką cieni marki Urban Decay. Kocham ich cienie miłością ogromną, a pojedyncze są najlepsze we Wszechświecie :D Dlatego też, jak tylko pojawiły się pierwsze wzmianki o współpracy marki z Gwen, śledziłam wszystkie newsy z wypiekami na twarzy. No i w końcu doczekałam się. Jak tylko paletka ujrzała światło dzienne wiedziałam, że muszę ją mieć. Wybór kolorów okazał się strzałem w dziesiątkę i podejrzewam, że większość cienio-maniaków (do jakich zdecydowanie ja się zaliczam) jest tym doborem odcieni zachwycona :)

Urban Decay Gwen Stefani

Opakowanie paletki jest rewelacyjne. Dość ciężkie, ale nie za bardzo. Dobrze się otwiera, w środku mamy duże, dobrej jakości lusterko. Fajne jest to, że lusterko samo nie opada, tylko po ustawieniu pod odpowiednim kątem paletka ładnie nam stoi i łatwo wykonać makijaż.

Urban Decay Gwen Stefani

Cała paletka jest perfekcyjnie wykonana w każdym detalu. Nawet napis na lusterku skradł moje serce.

Urban Decay Gwen Stefani

Wybór cieni według mnie jest genialny w 99% :) Czemu tylko w 99%, a nie w 100%? Ponieważ jestem ogromną fanką zieleni i tutaj do pełni szczęścia brakuje mi jakiegoś koloru khaki. Ale poza tym, uważam, że to jest najlepsza, pod względem odcieni, oprócz Naked, paletka tejże marki. Fajne jest też to, że 12 cieni jest zupełnie nowych, tylko 3 są cieniami z regularnej kolekcji. Mamy tutaj dużo neutralnych odcieni i sporo matów, co jest naprawdę ekstra, bo łatwo można zbudować dużo wariacji makijażu dziennego. Poza tym te kilka akcentów kolorowych w postaci cieni Harajuku, Danger czy 1987 umożliwią nam również zrobienie szalonego makijażu na imprezę czy inne wyjście. 

Urban Decay Gwen Stefani

Paletka ma 15 cieni, które mają gramaturę 21 g, czyli każdy cień ma 1,4 g, co oznacza, że każdy z nich ma prawie tyle gramów, ile pełnowymiarowy cień (pełnowymiarowy cień, którego cena to 85 zł ma 1,5 g). Patrząc na powyższe uważam, że cena tejże paletki jest naprawdę bardzo okazyjna.

Urban Decay Gwen Stefani

Jakie są moje odczucia odnośnie samych cieni? Bardzo pozytywne. Uważam, że jakość cieni jest na bardzo wysokim poziomie. Urban Decay zrobiło tutaj kawał dobrej roboty, gdyż cienie naprawdę osypuj się mniej, niż w dotychczasowych paletach. Pigmentacja powala, po prostu nic dodać, nic ująć. Cienie rewelacyjnie się blendują, pięknie przenoszą na powiekę. Powiem tak, po ostatniej wpadce z paletką Smoky, marka zdecydowanie poszybowała z jakością w górę. Poniżej prezentacja cieni po jednorazowym przejechaniu palcem, bez żadnej bazy.

Urban Decay Gwen Stefani

Jak widać, nawet matowe cienie (no, może poza Anaheim, który jest lekko "tępy") mają rewelacyjną pigmentację. A Blackout to jest w ogóle najczarniejszy z czarnych cieni w mojej kolekcji :) 

Małą, jakże przyjemną niespodzianką przy zakupie jest fakt, że z paletką dostajemy próbki czterech pomadek, które w przyszłym roku będą dostępne w sprzedaży i które również będą sygnowane nazwiskiem Gwen Stefani.



Jeżeli więc ktoś jeszcze zastanawia się nad prezentem, to paletkę Gwen mogę polecić z czystym sumieniem każdej makijażowej fance :)
A czy Wy już macie tą paletkę w swojej kolekcji? Czy może tym razem nie planujecie jej zakupu?
Pozdrawiam Was wszystkich gorąco i życzę udanego polowania na prezenty dla najbliższych :)