sobota, 20 września 2014

Giorgio Armani Eyes To Kill Quad 9 (Medusa)

Każdy kto mnie czyta wie, że jestem cieniomaniaczką :) Mam w swojej kolekcji kilkanaście palet dużych i kilkanaście palet mniejszych oraz mnóstwo pojedynczych cieni. Ostatnio stałam się fanką produktów Giorgio Armaniego, a szczególnie jego cieni. I w taki oto sposób zakochałam się w poczwórnej paletce cieni o intrygującej nazwie "Meduza".


Opakowanie cieni jest standardowe, czarne z grawerem GA. Po otwarciu mamy cienie i lusterko, a poziom niżej 2 pacynki, których ja osobiście nie używam, jedynie do poprawienia makijażu w podróży.




Opakowanie jest wg mnie bardzo solidne, o czym miałam okazję się przekonać, bo raz już mi się paletka wymsknęła z rąk i jest cała i zdrowa. 


Kolory w paletce są skomponowane, aby stworzyć piękny, ciemniejszy, typowo jesienny makijaż. Osobiście właśnie na takie kolory zazwyczaj decyduję się właśnie w tym okresie, kiedy zaczyna się robić chłodno i deszczowo. 

Giorgio Armani Eyes To Kill Quad 9 (Medusa)

Giorgio Armani Eyes To Kill Quad 9 (Medusa)

Cienie są niesamowitej jakości. Idealnie się blendują, rewelacyjnie trzymają na powiekach. Nawet bez bazy potrafią wytrzymać w nienaruszonym stanie 16 godzin. Pigmentacja też jest bez zarzutu, przynajmniej trzech z nich. Trzeci cień od góry (zielony, ciemniejszy) jest mniej napigmentowany od pozostałych, ale nie sprawia kłopotów. 



Osobiście polecam tą paletkę osobom, które lubią tą markę i chcą mieć świetnej jakości cienie w jednym opakowaniu. Chociaż wydaje mi się, że bez problemu da się znaleźć tańsze odpowiedniki takich kolorów. Ja jestem zadowolona z tego zakupu i jak dla mnie ta paletka otrzymuje 5/5.

Czy macie jakieś inne czwóreczki cieni z GA?


czwartek, 18 września 2014

Bumble and Bumble - 3 razy tak

Jakiś czas temu, bardzo sympatyczna blogerka Irena zachęciła mnie do wypróbowania produktów do włosów z Bumble and Bumble. Na początku bardzo sceptycznie podchodziłam do tej marki, ponieważ nigdy nie wierzyłam, że da się cokolwiek zrobić sensownego z moimi, żyjącymi własnym życiem, włosami. Okazało się jednak, że są takie produkty, które nawet moim włosom potrafią nadać kształt i je zregenerować. I oto te trzy hity, które podbiły moje serce (i moje włosy).

Bumble and Bumble Mending Masque


Jest to maska do naprawdę mocno zniszczonych włosów. Ja, aby osiągnąć konkretne rezultaty, nakładałam ją na początku 2 razy w tygodniu na 15 minut, a głowę owijałam szczelnie folią. Na to zakładałam ciepły ręcznik. Takie potraktowanie włosów sprawdziło się w 100%.  


Moje włosy, po 2 miesięcznej kuracji, odzyskały dawny błysk, stały się miększe i mniej oporne przy układaniu. Widać znaczną poprawę ich wyglądu.


Bumble and Bumble Curl Conscious Defining Creme


Jest to krem stylizujący włosy, który jest przygotowany dla włosów z delikatnym skrętem. Jego właściwości mają naturalnie wzmocnić nasz naturalny skręt włosów. Osobiście uważam, że jest to produkt warty uwagi, gdyż rzeczywiście spełnia obietnice producenta. Ja mam włosy dość sztywne, jednak lekko falowane. Moje naturalne moje fale przypominają nie do końca sprecyzowaną formę ładu, a dzięki temu kremowi fale są lepiej widoczne i utrzymują się cały dzień. 



Używam ten produkt zaraz po myciu, gdzie w lekko wilgotne włosy wgniatam odrobinę tego kremu (na całe włosy kroplę wielkości jednej fasoli). Podejrzewam, że osoby z grubszymi włosami (ja mam bardzo cienkie) musiałyby użyć więcej. 
Jest to produkt bardzo wydajny, mam jeszcze pół butli, a używam go już od 4 miesięcy (oczywiście nie codziennie).


Bumble and bumble Surf Spray


Mój nieodłączny towarzysz tego lata. Producent twierdzi, że można stworzyć tym produktem seksowną, plażową fryzurkę. Co do hasła "plażowa" nie mam żadnych zastrzeżeń. Wystarczy parę psiknięć, aby uzyskać "beachy look". Moje niesforne włosy lepiej się układają, są jednocześnie zmierzwione i lekko falowane. Bardzo podoba mi się taki styl i dlatego też latem uważam, że jest to produkt obowiązkowy :)


Dodatkowym atutem jest fakt, iż spray ten działa trochę jak suchy szampon, dzięki czemu możemy przedłużyć trwałość naszej fryzury. Poza tym już kilka psiknięć powoduje, iż moje włosy nabierają objętości. Dla mnie jest to bardzo ważne, ponieważ mam bardzo cienkie włosy.


Jak dla mnie jest to rewelacyjny produkt w okresie letnim, kiedy zależy nam na czasie i szybko chcemy wykreować ze swoich włosów nonszalancka fryzurę. 


Wszystkie trzy produkty mogę gorąco polecić, gdyż są naprawdę warte swojej ceny. A czy Wy miałyście styczność z Bumble and Bumble? Może jest coś, co warto wypróbować?


środa, 17 września 2014

Giorgio Armani Maestro Bronzer

Cześć kochani,
Ostatnio oszalałam na punkcie marki Giorgio Armani. Jesienna kolekcja tak bardzo przypadła mi do gustu, że zakręciłam się totalnie wokół Dżordża :) Dzisiaj jednak chciałabym Wam przedstawić mojego ulubieńca z letniej kolekcji, a dokładniej to bronzer w płynie z serii Maestro (Giorgio Armani Maestro Liquid Summer) w odcieniu 100, czyli jedynym dostępnym.



Formuła tego bronzera jest płynna, wręcz lejąca się, dlatego zastosowanie zakraplacza jest bardzo ciekawym rozwiązaniem. Chociaż nie mogę powiedzieć, że dzięki temu wszystko jest idealnie czyste, bo tak nie jest. Główka buteleczki jednak co nieco się brudzi.


Bronzer ten ma przyjemny, ciepły odcień, więc idealnie pasuje do mojej karnacji. Jednak nie polecam totalnym bladziochom, ponieważ może być dla nich za żółty. W buteleczce zauważalne są złote drobinki, które mają rozświetlić twarz. Nie jest więc to bronzer, który używa się do konturowania, tylko do nadania twarzy blasku.



Po dokładnym roztarciu prezentuje się następująco.


Osobiście używam ten produkt mieszając odrobinkę z podkładem lub kremem BB. Kilka razy dodawałam do balsamu do ciała, aby nabrać delikatnego glow. Nie stosuję go samego na gołą twarz, choć słyszałam, że tak też można , używając pędzel. 
Produkt jest bardzo wydajny, już jedna kropla wystarczy na jednokrotną aplikację. Dodatkowo ma bardzo przyjemny i delikatny zapach, co dla mnie ma ogromne znaczenie. Nie wysusza, nie powoduje powstania żadnych niespodzianek na twarzy.

Nie jest to produkt, bez którego nie da się żyć, jednak polecam go każdej osobie, która lubi delikatne glow na twarzy. Wydaje mi się, że jest to produkt podobny do Meteorytów, które albo się kocha, albo omija. Ja ten bronzer kocham i obecnie nie wyobrażam sobie makijażu bez kropli tego cuda.

A czy Wy macie jakieś doświadczenia z tą marką?

niedziela, 7 września 2014

Kiss Kiss by Guerlain

   Markę Guerlain znam już od dawna. Wiele produktów podbiło moje serce, ale nigdy nie miałam żadnej pomadki. Ostatnio jednak, gdy w Sephorze zobaczyłam pomadkę Kiss Kiss w odcieniu numer 344, wiedziałam, że muszę ją mieć :) Ku mojemu szczęściu dostałam miniaturkę tej samej pomadki w kolorze 325. 


Obie pomadki mają piękne opakowania, czarne i luksusowe :)


Na górze jest złoty ornament - znak marki.


Pomadka w odcieniu 344, to śliczny, słoneczny koralowy odcień, który idealnie nadaje się na lato, słoneczne dni i pięknie współgra z moją karnacją.

Guerlain Kiss Kiss nr 344

Bardzo przyjemny jest nadruk KISS KISS na pomadce, jak to mówią, mała rzecz a cieszy...
Pomadka w odcieniu 325 jest czerwona, ale jest to delikatna czerwień, która swobodnie może się nadać na pomadkę dzienną.

Od lewej: numer 344, 325 (miniaturka)

Obie pomadki są wspaniałe, delikatnie się rozprowadzają na ustach, maja bardzo intensywne odcienie, ale w wykończeniu sheer. 

Od lewej: numer 344, 325


Ładnie wyglądają na ustach, nadając im delikatny glow. Pomadka Kiss Kiss jest idealna dla osób, które nie lubią matowych pomadek, ponieważ nawilża usta. Jedyne, na co nie mam ochoty mając ją na ustach, to pocałunki, bo szkoda mi jej ;) 
Jak dla mnie rewelacyjna szminka, która może konkurować śmiało z YSL, która do tej pory była u mnie na piedestale. Polecam każdemu, kto się jeszcze nad nią zastanawia.

A czy Wy posiadacie w swojej kolekcji Kiss Kiss?

Ideały na rozpoczęcie jesieni...

Witam,
Dzisiaj przychodzę do Was z dwoma produktami, które kupiłam już jakiś czas temu, ale właśnie teraz, gdy nadchodzi jesień będę po nie często sięgać :)

Pierwszy z nich to lakier do paznokci z MAC w kolorze Rebel :)
Jest to piękny odcień, ciemnej bordowej śliwki. Kolor magiczny jak dla mnie, bo uwielbiam takie odcienie. Łatwo się rozprowadza, dwie warstwy w pełni kryją płytkę paznokcia. Jedyny mały minusik, to fakt, że nawet z Top Coatem wytrzymują na moich paznokciach zaledwie 4 dni. 
Dla porównania Essie potrafi wytrzymać nawet 6 dni. 
Jak ktoś jest zainteresowany, to może jeszcze bez problemu kupić ten lakier,ponieważ jest dostępny w salonach i na stronie.


Drugi obowiązkowym produktem tej jesieni będzie dla mnie cień MAC z serii Alluring Aquatic w kolorze Legendary Lure. 
Cień jest niesamowity, taki metaliczny i bardzo dobrze napigmentowany. Idealnie się blenduje i pozostaje na moich powiekach całe 14 h bez naruszenia. 



Opakowanie też jest niesamowite. Zresztą cała ta kolekcja miała piękne opakowania :)


Po jednokrotnym maźnięciu palcem prezentuje się tak:


A wy co, z poprzednich kolekcji, planujecie nosić tej jesieni?