sobota, 26 kwietnia 2014

Produkty, które na stałe zagościły w mojej kosmetyczce...

   Witajcie Kochane,
Dzisiaj postanowiłam pokazać Wam produkty do pielęgnacji, które od roku regularnie używam i na stałe zagościły w mojej codziennej rutynie.

Z produktami Mario Badescu po raz pierwszy miałam styczność rok temu, gdy złożyłam swoje pierwsze zamówienie na stronie BeautyBay. Kupowałam wówczas cienie z Urban Decay i do koszyczka wrzuciłam parę innych drobiazgów. W ten oto sposób znalazłam swoich ulubieńców w kilku dziedzinach.



Mario Badescu Glycolic Acid Toner - tonik do częstego używania. Ekstrakt z grejpfruta złuszcza, odświeża i pobudza przeciążoną i suchą skórę. Tonik pomaga zmniejszyć przebarwienia ze starych blizn potrądzikowych. Osobiście nie mam problemów z bliznami potrądzikowymi, więc nie wiem czy w tej kwestii się sprawdza, ale dla skóry mało problematycznej (tak jak moja) jest rewelacyjny. 

Skład: Deionized Water (Aqua),Aloe Vera (Aloe Barbadensis Leaf Juice) Gel,Grapefruit (Citrus Grandis Fruit) Extract, Glycolic Acid.


Mario Badescu Glycolic Foaming Cleanser - głęboko złuszczający produkt do mycia twarzy, po umyciu twarz jest promienna, jakby jaśniejsza i gładka. Ze względu na swoje silne właściwości myję twarz nim nie więcej niż 2 razy w tygodniu. 

Skład: Deionized Water, Sodium Lauryl Sulfate, Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Glycolic Acid, Matricaria Extract, Yarrow Extract, St Johns Wort Extract, Chamomile Extract, Sage Extract.


Mario Badescu Carnation Eye Makeup Remover Oil - olejek do zmywania makijażu oczu. Ja używam go do całej twarzy, bo rewelacyjnie radzi sobie ze wszystkimi produktami: maskarami wodoodpornymi, kremami BB z silikonem, pozostawiając twarz czystą i bez odrobiny makijażu. Ma bardzo tłustą formułę, więc może nie spodobać się każdemu.

Skład: Carnation Oil, Sesame Oil, Floral Extract.



Mario Badescu Facial Spray with Aloe Herbs & Rosewater - odświeżająca mgiełka do używania kiedy się chce i jak często się chce :) Szczególnie przeznaczona do skóry suchej, odwodnionej, chociaż mogą go używać również osoby z innymi typami cery. Ja używam go jak czuję, że moja skóra potrzebuje dodatkowego nawilżenia. Na wakacje jest to produkt numer 1. Podobno można używać też na włosy, ale tego nie sprawdziłam.

Skład: Deionized Water (Aqua),Aloe (Aloe Barbadensis Leaf Juice) Vera Gel,Bladderwrack (Fucus Vesiculous) Extract,Herbal Extract,Rose (Rosa Gallica) Extract,Gardenia (Gardenis Florida) Extract,Propylene Glycol. 


Każdy z powyższych produktów spełnia moje oczekiwania i dlatego mogę polecić je każdemu, kto ma podobną skórę jak ja, czyli suchą i wrażliwą z częstymi skłonnościami do uczuleń. A czy Wy znacie tą markę? 


sobota, 19 kwietnia 2014

Bobbi Brown Moisture Rich Foundation

   Od dłuższego czasu jestem wielką fanką kremów BB i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Jednakże, w mojej kosmetyczce nie może zabraknąć również podkładu. I tak od jakiegoś czasu szukam swojego ideału. Kiedyś moim ideałem było Parure Aqua, a teraz stał się nim podkład Bobbi Brown Moisture Rich Foundation SPF 15. 


Wg mnie, dla osób, z suchą skórą jest to podkład idealny. Ja mam kolor Sand (02), który dobrała mi Pani w Douglasie. Trafiła bardzo dobrze, gdyż kolor ten ładnie neutralizuje moje zaczerwienienia, których mam dość sporo na twarzy. 



Podkład, po nałożeniu idealnie stapia się ze skórą i jest praktycznie niewidoczny. Nie wysusza, wręcz przeciwnie, nawet delikatnie nawilża. Po nałożeniu sprawia wrażenie jakby twarz była nieco świecąca, ale po nałożeniu delikatnie pudru, efekt ten znika. 


Podkład jest zapakowany w szklaną buteleczkę, niestety bez żadnego aplikatora, co powoduje, że łatwo można wylać za dużo produktu. Jest to zdecydowanie minus.


Drugim minusem jest zapach, który na szczęście szybko znika. Ja jestem bardzo wrażliwa na zapachy i ten średnio mi się podoba. 
Poza tymi dwoma, innych minusów nie dostrzegam :)

Ogólna ocena produktu: 4/5.

Za samo działanie dałabym 5, ale brak aplikatora i za zapach zdecydowanie muszę odjąć punkt. Mimo to wiem jedno, będzie to na razie mój numer 1 wśród podkładów. 
A czy Wy miałyście podkłady z BB?

niedziela, 13 kwietnia 2014

Bobbi Brown Long-Wear Gel Eyeliner

   Kocham kreski na powiece i dlatego też jestem wielką fanką wszelakich eyelinerów. Ostatnio zaczęłam swoje poszukiwania ideału w formie żelu (w pisaku już znalazłam i jest to produkt z MUFE, piałam o nim tutaj) i znalazłam swoje cudo :) Jest to Long-Wear Gel Eyeliner z Bobbi Brown. 




W pierwszej kolejności kupiłam eyeliner w kolorze 26 Forest Shimmer Ink. Zakochałam się w tym odcieniu od pierwszego spojrzenia. Moim zdaniem jest to kolor niedoceniany, ale naprawdę wart każdej złotówki.


Jest to piękny zielony odcień z bardzo delikatną złotą perłą. W słońcu mieni się niesamowicie.


Zachwycona tym eyelinerem postanowiłam dokupić drugie cudo. I tak w moje ręce wpadł 28 Denim Ink. Piękny granatowy odcień z delikatnymi srebrnymi drobinkami.



Oba odcienie zachwyciły mnie od pierwszego użycia i obecnie nie wyobrażam sobie, iż mogłabym ich nie mieć w swojej kolekcji.



Eyelinery z Bobbi Brown są najlepsze ze wszystkich jakie do tej pory używałam. Genialnie nakłada się je na powiekę. Są trwałe i wytrzymują, bez najmniejszego roztarcia cały, długi dzień. Drobinki w ogóle nie migrują, co zdarzało mi się w przypadku innych eyelinerów. Tutaj naprawdę nie ma czego się przyczepić. Aplikacja jest łatwa, zasychają dość szybko. Nie na tyle, by nie zdążyć sobie zrobić poprawek, ale i też nie trzeba bardzo długo czekać. Jak dla mnie produkt najlepszy z najlepszych.



Ocena, jaką mogę dać jest tylko jedna: 5/5.

Polecam każdemu, kto się jeszcze waha :)


sobota, 12 kwietnia 2014

MAC w Katowicach w końcu otwarty! :)

   Oszalałam ze szczęścia jak zobaczyłam, że 10 kwietnia otworzył się (w końcu) salon MAC w Katowicach (Galeria Katowicka) :) Oczywiście mój portfel już się tak bardzo nie uśmiechał :)
W końcu na spokojnie mogłam dotknąć wszystkiego na co miałam ochotę. Wszystko, czego pragnęłam, było dostępne tuż na wyciągnięcie ręki. I w taki oto sposób wydałam "majątek" na to co wg mnie było konieczne. Oto moje cuda:


A teraz kilka ujęć dodatkowych:



Dwa piękne, kremowe róże:



Pigmenty, w których się zakochałam:



Kredki do oczu:


I jeszcze jedno cudo do oczu:



Na koniec mały drobiazg do ust:


A tak to się prezentuje na mojej ręce:

Od lewej: Eyeliner Macroviolet, kredka Undercurrent, kredka Smolder,
róż So Sweet, So Easy oraz róż Something Special

Od lewej: pigment Vanilla, pigment Teal

Zakupy mogę zaliczyć do naprawdę udanych :D Nie mogę się doczekać kiedy zacznę wszystko testować. Obiecuję, że wkrótce przedstawię Wam swoją opinię na temat tych produktów.