piątek, 29 listopada 2013

Hity listopada :)

   Witajcie :)
Kończy się listopad, a więc czas najwyższy na podsumowanie miesiąca i wybranie szczęśliwej siódemki moich ulubionych kosmetyków tego miesiąca. 

1. i 2. Puder rozświetlający z Lily Lolo Star Dust oraz róż mineralny z Lily Lolo w kolorze Clementine.




Lily Lolo Star Dust i róż Clementine




Puder rozświetlający, to coś co kocham. Ten z Lily Lolo pokochałam ostatnio za subtelny błysk i aspekt zdrowotny :)
Natomiast Clementine to piękny satynowy róż w odcieniu brzoskwiniowo - czerowno - różowym. Swatche i dokładna recenzja niedługo.


3. Urban Decay Revolution Lipstick w kolorze Native



UD Revolution Lipstick (Native)



Zachwyty na temat tej pomadki możecie poczytać w moich poprzednich postach (UD Native oraz UD Naked2).


4. Givenchy Le Prisme Blush 22 Vintage Pink



Jedne z najlepszych róży, jakie w życiu miałam. Recenzja tutaj.


5. Skin79 The Oriental Line Cover BB Cream


Cudo nad cudy jeżeli chodzi o moje pandzie oczyska. Potrafi sobie poradzić z moimi cieniami pod oczami lepiej niż niejeden korektor kosztujący 10 razy więcej. To już moja trzecia tubka i będą kolejne.


6. Mario Badescu Facial Spray with Aloe, Herbs and Rosewater



Jedno z największych odkryć tego miesiąca. Jest to nawilżająca, odświeżająca mgiełka do twarzy na bazie ekstraktów ziołowych oraz wody różanej. Coś w stylu Fix+ z MAC'a i znacznie tańsze. Ja za opakowanie 118 ml płaciłam około 8,60 euro na stronie BeautyBay. Ja używałam tej wody zarówno zaraz po wykonaniu makijażu, aby "połączyć" ze sobą wszystkie warstwy makijażu oraz w trakcie dnia, aby odświeżyć i nawodnić twarz. Jestem strasznie z tego produktu zadowolona i mimo iż kocham Fix+, to kupię kolejną buteleczkę z Mario Badescu.
A tak przy okazji firma ta ma rewelacyjne produkty do pielęgnacji twarzy :)


7. No i na końcu najlepsza z najlepszych - paletka z Urban Decay The Theodora Palette :)

UD The Theodora Palette

UD The Theodora Palette

Moja ukochana paletka w listopadzie :) Jak już pewnie wiecie jestem WIELKĄ fanką marki UD, a szczególnie ich cieni. Nie ma miesiąca, że wśród najczęściej używanych cieni, nie znajdzie się UD. I tym razem nie mogło być inaczej :) 

The Theodora Palette zawiera:
# 6 x 1,5 g cieni do powiek w kolorach:
- Broken (jasny satynowy kremowy),
- Beware (ciepły brąz matowy),
- Bewitch (ciemny satynowy brąz),
- West (głęboki połyskujący brąz),
- Spell (czarny satynowy z zielono- złotym połyskiem i metaliczne złoto z brokatem),
- Jealous (jasno zielona perła i ciemna zielona perła),
# kredka do oczu 24/7 Glide w kolorze czarnym,
# błyszczyk w kredce Super-High Gloss w kolorze Theodora (jasny, krwisty czerwony),
# karta z instrukcją krok po kroku, jak uzyskać wygląd Teodory z filmu.

Na zdjęciu widzicie tylko cienie, ale post z całym kompletem znajdziecie wkrótce na moim blogu. Zapraszam :)


poniedziałek, 25 listopada 2013

MAC Lip Pencil In Synch

   Witam wasz wszystkich a ten ponury poniedziałek... Po raz pierwszy w tym roku (raczej, to powinnam napisać, że tej jesieni ;) ) spadł śnieg... Trzeba się chyba z tym faktem pogodzić. Zatem na miły początek tygodnia krótki post z moją ulubioną kredką do ust.

Postanowiłam kupić ostatnio kredkę, która ujarzmi moje pomadki. I znalazłam w MACu świetną kredkę, która pasuje zarówno do mojej pomadki z UD Native oraz do MACowej Creme d'Nude czy Hue.








Lubię ją przede wszystkim za to, że pasuje do moich ulubionych szminek, jakie używam najczęściej. Dzięki czemu mam uniwersalny produkt.






A tak się prezentuje na ręce:



Od góry: kredka In Synch, pomadka UD Native,
pomadka MAC Creme d'Nude, MAC Hue


piątek, 22 listopada 2013

FLORMAR Deluxe Cashmere Lipstick Stylo DC26

   Witajcie kochani :)
Do zeszłego miesiąca nie miałam żadnego produktu marki Flormar, ale dzięki maxineczce (dzięki kochana!) postanowiłam to zmienić. Ponieważ całkiem niedaleko mojego domu, w galerii handlowej jest stanowisko Flormaru, dlatego też kupiłam tam mój pierwszy produkt i akurat (na moje wielkie szczęście!) trafiło na szminkę  serii Deluxe Cashmere o odcieniu DC26.




Od jakiegoś czasu zastanawiałam się na takim ciemnowiśniowym odcieniem, ale bałam się że nie będę dobrze w takowym wyglądać, więc nie inwestowałam w nic droższego. I był to strzał w 10! 




Ogólnie jestem zachwycona jakością i zapachem. Szminka przecudnie pachnie malinkami :) Uwielbiam takie zapachy. Natomiast jakość jest porównywalna z pomadkami z MAC'a. Odcień też jest powalający.




Na ręce wychodzi jaśniejszy niż na moich ustach, ponieważ ja mam bardzo ciemne usta (jak na moja karnację) i w połączeniu kolor jest niesamowity. 

Reasumując, plusy:
+ piękny zapach,
+ przyjemna aplikacja, łatwo się rozprowadza,
+ długo się utrzymuje na ustach (bez poprawek ok. 4 h),
+ niska cena za taka jakość (ok. 18 zł).

Minusy:
- hmmm... brak ;)

Nowe zdobycze z Inglot'a

   Witajcie :)
Ostatnio obiecałam sobie, że cieni kupować nie będę, ale zachwycona kombinacją Zabreny (podaję link: TUTAJ
postanowiłam kupić tylko te trzy cienie. No i wróciłam ze sklepu, nie z trzema, a z pięcioma cieniami :) Jak zawsze musiałam coś jeszcze dorzucić do mojego koszyczka. Oczywiście w moim Inglocie nie było dokładnie tych, o których wspomina Zabrena, ale razem z Panią konsultantką wybrałyśmy najpodobniejszy zestaw z obecnie dostępnych (148, 419 oraz 144). I tak oto moje zdobycze:

Od lewej: MACowy Vex, Inglot: 148, 419 oraz 144.


Vex by MAC


Inglot: 148 AMC SHINE


Inglot: 419 PEARL


Inglot: 144 AMC SHINE


Inglot: 407 PEARL


Inglot: 327 MATTE


Tak wyglądają moje zdobycze z Inglota + dołożyłam jeden cień z MAC'a (Vex), gdyż chwilowo nie ma swojej paletki i leży razem z cieniami Inglota w palecie Freedom System. 

A oto jak się prezentują na ręce (bez bazy):

Od lewej: 419, 148, 327, 144, 407, Vex.


Mnie osobiście cienie urzekły, wszystkie razem i każdy z osobna :)
Najmniej napigmentowany z całej szóstki jest 144 i trzeba się dość mocno napracować, aby zobaczyć kolor na powiece. Natomiast do reszty mnie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystkie rewelacyjnie są napigmentowane, dobrze się je blenduje i na bazie wytrzymują bez naruszenia cały, długi dzień. Tutaj Inglot spisał się na piątkę. 

środa, 20 listopada 2013

Moja paletka MAC

   Kilka miesięcy temu odwiedziłam Wrocław i tak przy okazji zahaczyłam o sklep MAC :) Wyszłam z niego biedniejsza, ale szczęśliwsza. Zaopatrzyłam się w cztery piękne cienie, na które od dawna miałam ochotę oraz paletę.




Ku mojemu nieszczęściu, cień Vex nie był wówczas dostępny. Zastąpiłam go zatem cieniem Expensive Pink. I był to strzał w dziesiątkę. 
Cienie, które zakupiłam tego dnia to:
- Expensive Pink,
- Satin Taupe,
- Trax,
- Club.

Oczywiście, zanim dokonałam zakupu, przeszukałam mnóstwo wpisów na internecie, aby znaleźć tą wymarzoną czwórkę. 


Od góry (zgodnie z ruchem wskazówek zegara):
Club, Trax, Expensive Pink, Satin Taupe.


Po kilku miesiącach nieustannego używania, jak widać na zdjęciach, zużycie nie jest wcale duże.




Co mogę powiedzieć o tych cieniach:

1. Cena 

Niestety cienie z MAC'a są drogie. Wydatek 53 zł za jeden cień potrafi naprawdę uszczuplić nasz portfel. Nie mogę powiedzieć, że jakoś nie rekompensuje wysokiej ceny, ale niestety nie zawsze. Trzeba tutaj uważać, bo są cienie, które naprawdę są warte każdej wydanej złotówki, choćby Club czy Satin Taupe. Jednakże są cienie, których jakoś niestety nie jest warta tej ceny. Np. Trax.

2. Konsystencja

Cóż... Są to cienie dość zbite, więc mało się osypują i dzięki temu można je używać i używać, a zużycia nie widać :) Jednakże, jak ktoś przyzwyczaił się do miękkich cieni (takie jak są UD), to będzie musiał trochę czasu poświęcić, aby się do nich przyzwyczaić. 

3. Pigmentacja

Tutaj bywa różnie, to zależy od cienia. Biorąc pod uwagę te cztery, o których akurat teraz piszę, to np. Club jest bosko napigmentowany. Nawet bez bazy jest niesamowity. Jednakże Trax jest już pomyłką. Bardzo ciężko wydobyć z niego kolor, nawet na bazie. Ja pomagam sobie palcami, bo na pędzelku traci połowę swojego koloru. 


Od lewej (bez bazy): Expensive Pink, Trax, Satin Taupe, Club.


Od lewej (bez bazy): Expensive Pink, Trax, Satin Taupe, Club.



4. Aplikacja i blendowanie

Większość cieni, które posiadam rewelacyjnie się aplikuje i blenduje. Z tej czwórki tylko Trax okazał się rozczarowaniem. Reszta jest przyjemna w aplikacji i genialna w blendowaniu.

5. Trwałość

Tutaj nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystkie cienie, po aplikacji na bazie wytrzymują cały długi dzień, a nawet noc. Po prostu miodzio :)

Ciężko jest wydać ostateczny werdykt. Jeżeli chodzi o cienie UD, to pokochałam je od razu i moja miłość rosła w miarę upływu czasu. Jeżeli zaś chodzi o cienie MAC, to moja miłość uzależniona jest od cienia ;) Są cienie, które kocham i ubóstwiam (z paletki Bare My Soul bądź cień Club), które bardzo, bardzo lubię (Satin Taupe, Expensive Pink) i jest cień, który okazał się "ciężkim zawodnikiem" (Trax), mimo pokładanych w nim nadziei. Ponieważ mam tylko 8 cieni (na razie), więc moja opinia bazuje tylko na nich. Dałabym im ocenę 4/5. 


UD Lush Lash Mascara

   Prawdą jest, że kocham markę UD, gdyż ma genialne produkty. Zazwyczaj... Dwa miesiące temu zainwestowałam w maskarę Lush Lash.



Producent obiecuje, że jest to maskara, która ma zagęścić i wydłużyć rzęsy i jest idealna dla osób mających kruche, delikatne rzęsy. Ja mam osobiście długie, ale bardzo delikatne i rzadkie rzęsy, więc postanowiłam ją wypróbować. No i powiem szczerze, że nie jestem specjalnie nią zachwycona. Otóż, jak dla mnie w ogóle nie pogrubia rzęs, lekko je tylko wydłuża. Efekt po pomalowaniu jest bardzo delikatny. Ja lubię mocno podkreślone rzęsy, więc ten efekt to nie to czego szukałam. Jednakże dużym plusem jest jej wytrzymałość. Nawet podczas deszczu, gdy większość maskara nie daje rady, ta trzyma się bez zarzutu. 
Czy kupię zatem ponownie? Nie, poszukam innej maskary tej marki, czegoś bardziej pogrubiającego.




Reasumując zalety:
+ ładnie rozdziela rzęsy,
+ delikatnie i miło się rozprowadza na rzęsach,
+ nie zostawia grutków,
+ ma delikatny, przyjemny zapach,
+ jest bardzo trwała, nawet na deszczu nie pozostawia żadnych śladów.

Wady:
- zbyt delikatny efekt,
- nie pogrubia.


Urodzinowy prezent od MAC :)

   W tym miesiącu obchodzę urodziny i z tej okazji MAC zrobił mi NIESAMOWITĄ niespodziankę :) Otóż, przychodząc w poniedziałek po pracy do domu, czekała na mnie przesyłka kurierska. Byłam naprawdę zdziwiona, ponieważ nie zamówiłam niczego w ostatnich dniach. Gdy otworzyłam paczkę moim oczom ukazał się piękny widok:




Ładne torebeczka z MAC'a! Próbowałam sobie przypomnieć czy aby pod wpływem jakiegoś amoku nie zamówiłam niczego. W mojej głowie panowała pustka... Okazało się, że firma MAC zrobiła mi po prostu prezent w postaci następujących produktów:




Dostałam:
- 30 ml tubkę kremu nawilżającego:
Pełnowymiarowy produkt (50 ml) kosztuje 150 zł.
- 30 ml Fix+: 
gdzie pełnowymiarowy produkt (100 ml) kosztuje 90 zł (i własnie nowiutki, niedawno kupiony leży w mojej szafce :)

Powiem szczerze, że kremu nigdy jeszcze nie miałam i już się nie mogę doczekać, aż go zacznę testować. Natomiast Fix+ mam już drugi i uwielbiam ten produkt. Takie małe opakowanie sprawdzi się rewelacyjne podczas podróży. Jestem mega szczęśliwa z takiego prezentu :)

DZIĘKI MAC!!! :)

sobota, 16 listopada 2013

Rozdanie na blogu Urban State Of Mind

Witajcie!
Dzisiaj przychodzę do Was z super informacją. Otóż, blog Urban State Of Mind po 3 letnim stażu doczekał się ponad 3 000 oberwatorów :) Z tej okazji pod linkiem KONKURS znajduje się pełne info do rozdania. Można wygrać rewelacyjne kosmetyki z MAC'a z najnowszej kolekcji świątecznej :)
Polecam!

piątek, 15 listopada 2013

Porównanie cieni Urban Decay i Inglot (część 2)

   Ostatnio obiecałam Swatche mojej paletki Inglotowskiej wzorowanej na Urban Decay Naked2 i słowa dotrzymuję.
Dodam tylko, że moją paletkę Inglota kompletowałam zanim jeszcze miałam Naked2, więc miałam tylko ogólny zarys wizji jakie cienie chcę zakupić. Poza tym Inglot umożliwia nam uzbieranie paletki w cieniach różnych rozmiarów, mogą to być kółka, kwadraty, jak i paski. Wprawdzie paski są obecnie wycofywane z produkcji i tylko niektóre odcienie można jeszcze dorwać w sklepach, ale kiedyś były i dlatego w mojej kolekcji znajdują się takie dwa.
A więc do rzeczy.

Paleta Naked 2

Paletka cieni z Inglota.


Moja paletka z Inglota zawiera również 12 cieni, jednak nieco się różnią. Dla przykładu białego cienia brak w palecie Naked2, tymczasem w mojej jest, ponieważ lubię biały cień i często go używam by wzmocnić kolorystykę innych cieni.

A więc po kolei jakie mam cienie z Inglota:
- 373 (biały, matowy),
- 368 (pomarańczowy kwadracik, piękny cień, taki satynowy, mocno napigmentowany),
- 329 (matowy brąz, trzeci kwadracik, również monco napigmentowany),
- 110 (wykończenie shine, pierwszy po lewej paseczek, piękny perłowy cień, słabo napigmentowany),
- 112 (wykończenie shine, ładny perłowy kolor, ale również słabo napigmentowany, podobny do cienia Chopper z Naked2, tylko z tą różnicą, że Chopper jest bardziej czerwonym brązem),
teraz kółeczka (zacznę od górnego rzędu, od lewej strony):
- 353 (matowy, bardzo jasny cień, praktycznie zlewa się z moją cerą, podobny do Foxy z Naked2, ale mniej napigmentowany),
- 393 (pearl, perłowy pomarańcz, jasny),
drugi rząd:
- 118 (wykończenie shine, ładny, delikatny odcień jasnego brązu, bardzo przyjemnie wygląda na powiece),
- 402 (pearl, nieco ciemniejszy brąz od 118, podobny do odcienia Suspect z Naked2),
trzeci rząd:
- 363 (matowy, taki brudny brąz, świetny do załamania powieki, podobny do Tease z Naked2),
- 409 (pearl, ciepły brązowy odcień, pięknie wygląda na powiece),
ostatni cień to:
- 63 (wykończenie AMC, bardzo ładny, satynowy czarny odcień, średnio napigmnetowany, w porównaniu z Blackout z Naked2 nie wytrzymuje konkurencji, nie jest tak czarno-czarny jak Blackout).


A teraz dla małego porównania:

Paletka Naked2. Od lewej: Foxy, Half Baked, Bootycall, 
Chopper, Tease, Snakebite, Suspect, 
Pistol, Verve, YDK, Busted i Blackout.


Inglot: 373, 353, 368, 110, 112, 393, 118, 402, 409, 363, 329 ,63.




Paletka Naked2. Od lewej: Foxy, Half Baked, Bootycall, 
Chopper, Tease, Snakebite, Suspect, 
Pistol, Verve, YDK, Busted i Blackout.


Inglot: 373, 353, 368, 110, 112, 393, 118, 402, 409, 363, 329 ,63.



Ogólnie, moja paletka z Inglota, nie jest 100% odwzorowaniem Naked2, dlatego też część cieni nie ma swoich odpowiedników u mnie w szafie. Ten post jednak pokazuje, że za mniejsze pieniądze można skompletować coś bardzo podobnego, zwłaszcza jeśli już się jakieś cienie w swojej kolekcji posiada.





piątek, 8 listopada 2013

Poszukuję pigmenty z MAC'a

Ostatnio bardzo napaliłam się na pigmenty z MAC'a w kolorach: Blue Brown oraz Old Gold, ale chciałabym najpierw wypróbować je na własnej skórze ;) W związku z tym mam małą prośbę. Czy któraś z Was jest szczęśliwą posiadaczką wymienionych pigmentów i mogłaby mi odsprzedać odsypkę?? Jeśli tak, proszę o kontakt :) Będę BAAAARDZO wdzięczna. 

Naked 3 - oficjalne info

Witajcie moi drodzy!
Przychodzę do Was dzisiaj z BOSKĄ informacją :D
Otóż, w dniu dzisiejszym ploteczki zostały potwierdzone. Na oficjalnej stronie Urban Decay pokazała się informacja o tym, że możemy już oczekiwać nowej palety Naked3!



Ploteczki głoszą, iż oficjalna premiera będzie miała miejsce w styczniu 2014 r. 
Ja już nie mogę się doczekać, tym bardziej, że przeszukując internet można trafić na ciekawe zdjęcia nowej paletki. Moim zdaniem zapowiada się rewelacyjnie :)
Polecam stronkę:  http://wheeconfetti.com/2013/11/06/la-naked-3-de-urban-decay-les-swatchs/

poniedziałek, 4 listopada 2013

UD Revolution Lipstick oraz MAC

   Ostatnio zakupiłam trzy szminki, które już od jakiegoś czasu za mną chodziły. Pierwszą kupiłam w sklepie internetowym http://www.hqhair.com/home.dept 
Po tygodniu już mogłam się cieszyć drugą w mojej kolekcji pomadką z UD. Pierwszą, Naked2 pokochałam bardzo szybko. Native także bardzo mi się spodobała. Jest to najjaśniejsza szminka z kolekcji Revolution Lipstick. Pokochałam ją przede wszystkim za trwałość (pozostaje na moich ustach 6 h bez żadnej skazy). Jakościowo jest lepsza od szminek z MAC'a. Jednakże, bardzo mały wybór kolorów spowodował, iż zdecydowałam się na zakup jeszcze dwóch pomadek z firmy MAC. 


UD Revolution Lipstick


UD Revolution Lipstick (odcień Native)


UD Revolution Lipstick (odcień Native)


Najbliższego MAC'a kilkadziesiąt kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, więc pewnie moje zakupy czekałyby jeszcze kilka tygodni, a może i miesiąc lub dwa, gdyby nie fakt, iż otwarto kilkanaście dni temu sklep internetowy. JUPI! Choć biedny mój portfel będzie ;( 




Dwie szminki, w które zainwestowałam z MAC'a to Creme d'Nude (wykończenie Cremesheen) oraz Hue (wykończenie Glaze). Ta pierwsza jest bardziej beżowa, a ta druga różowa.





Od lewej: Creme d'Nude oraz Hue


Jak widać powyżej, Hue bardziej przypadła mi do gustu :) Używam jej codziennie od tygodnia, nawet do pracy. 
A to dla porównania:

Od góry: UD Native, MAC Creme d'Nude, MAC Hue


Resumując, jeżeli chodzi o jakoś zdecydowanie wolę szminki z UD. Natomiast MAC ma zdecydowanie lepszy wybór kolorów, szczególnie jeżeli chodzi o jasne barwy. Na razie te trzy + Naked2 z UD są moimi czterema ulubieńcami i przy nich zostanę... Kto wie na jak długo... :)